środa, 14 września 2016
Ważna informacja (!)
Przepraszam Was drogie czytelniczki. Nie wiem nawet od czego mam zacząć. Po pierwsze jestem w klasie maturalnej i nie mam czasu na pisanie, a po drugie....przestałam odczuwać większą chęć do pisania. Mam wrażenie, że ostatnie wydarzenia dużo zmieniły w moim życiu, w tym oczywiście poznanie chłopaka. Teraz on jest moim Kastielem xD Wiem, że pewnie znajdzie się kilka lub kilkanaście osób, które czekają na rozdział...ale może zaczynam powoli z tego wyrastać? O ile tak mogę to określić. Po prostu nie czuję tego. Z drugiej strony szkoda mi bardzo porzucać bloga, w którego włożyłam tyle pracy i chęci. Zastanowię się co dalej, dajcie mi jeszcze kilka dni. Może powróci mi chęć do pisania? Jeszcze raz przepraszam, póki co, trzymajcie się dziewczyny! <3
środa, 10 sierpnia 2016
Ogłoszenia parafialne #2
Witajcie! Chciałam na początek przeprosić za tak długą nieobecność. Nie! Wcale nie olewam bloga! Jestem, żyję i mam się dobrze. Za jakiś czas rozdział powinien się pojawić. Po prostu aktualnie przeżywam Słodki Flirt w prawdziwym życiu, rozumiecie jak to jest xD Także pozdrawiam Was, mam nadzieję, że wakacje mijają Wam wspaniale ^^ Rozdział postaram się dodać jak najszybciej <3
czwartek, 23 czerwca 2016
Rozdział XXXI
Hej! Przepraszam jeszcze raz za tak długi brak rozdziału, ale w końcu się udało. Co do ważniejszej sprawy, czyli do tytułu bloga - bardzo mi się podobała większość z Waszych propozycji, ale ostatecznie sama wpadłam na pewien pomysł. Siedziałam sobie przeglądając moje "ulubione" filmy na youtube i natrafiłam na piosenkę Leann Rimes - Right kind of wrong. I ten właśnie tytuł idealnie pasuje mi do tego opowiadania. Jak myślicie, może być? Ogólnie w związku z tym, że jutro zakończenie roku szkolnego, to życzę Wam wspaniałych wakacji! Miłego czytania :D
Jake wyszedł już z mieszkania, a ja
oddawałam się jednej z mych ulubionych czynności tj kąpieli.
Była to doskonała okazja by
przemyśleć to, co powinnam powiedzieć jutro Kastielowi.
Najprościej byłoby zrzucić wszystko na Lysandra, ale nie
potrafiłabym być w stosunku do niego tak chamska. Chciałabym mieć
to wszystko już za sobą, albo najlepiej nie przeżywać tego wcale.
Po prostu wejdę tam i powiem jak było. Obawiam się, że ze stresu
albo stamtąd zwieję, albo nie pisnę o tym ani słowa. Z moich
przemyśleń wyrwał mnie głos mojej mamy, która wołała mnie z
sąsiedniego pomieszczenia.
-Zaraz wyjdę! - odkrzyknęłam i
ostrożnym krokiem wyszłam z wanny. Owinęłam się miękkim
ręcznikiem i wyjęłam korek z wanny. Zamaszyście otworzyłam drzwi
od łazienki i opuściłam pomieszczenie.
-Koleżanka do ciebie! - powtórzyła
rodzicielka. Rozalia? Po co miałaby tak nagle przychodzić? W
dodatku bez zapowiedzi. Dziwne...Prędko zrzuciłam z siebie ręcznik
i otuliłam się szlafrokiem, rozczesałam mokre włosy i wyszłam na
spotkanie mojego niespodziewanego gościa. Byłam niemalże w stu
procentach przekonana, że moim oczom ukaże się Roza lub Kim.
Jednak widok osoby, która właśnie przede mną stała i to w moim
własnym domu sprawił, że ugięły się pode mną nogi.Szatynka,
podarde spodnie, roznegliżowana bluzka, tatuaż. Debra. Dziewczyna
stała opierając się o jedną ze ścian, uśmiechając się
sztucznie. Widocznie chciała stworzyć pozory "dobrej
koleżanki" przed moją mamą. Byłam z początku w takim szoku,
że nie mogłam z siebie wydusić chociażby zwykłego "hej".
Tak naprawdę nie widziałam nawet powodu, by w ogóle jakoś się z
nią witać. Chciałam po prostu, żeby opuściła moje domostwo jak
najprędzej. Czułam, jakby do mojego domu wszedł najgorszy wróg. I
tak właśnie było, bo inaczej tej dziewczyny nie mogę określić.
-Cześć Lara. - wypaliła w końcu po
dłuższej chwili niezręcznej ciszy.
-Cześć...- odparłam niepewnie
krzyżując ręce na piersi.
-To ja was zostawiam dziewczynki. -
mama wesoło opuściła korytarz zostawiając mnie z Debrą sam na
sam.
-Pewnie zastanawiasz się po co tu
przyszłam. - zaczęła szatynka.
-Nie ukrywam, że tak. Skąd w ogóle
wiesz gdzie mieszkam? - byłam przerażona faktem, że ma o mnie
takie informacje.
-To moja tajemnica.
-Aha...-kompletnie zdębiałam, z każdą
chwilą bardziej brakowało mi języka w gębie.
-Dobra, ale do rzeczy. Chciałam ci
tylko powiedzieć, żebyś dała sobie spokój z Kastielem. - jej
wypowiedź kompletnie zbiła mnie z tropu.
-Co proszę? - zmarszczyłam brwi.
-Po prostu odpuść. To tylko kwestia
czasu, by przypomniał sobie jak bardzo za mną tęskni.
-Chyba oszalałaś, to lepiej ty odczep
się od mojego chłopaka.
-Słuchaj gówniaro, nie zamierzam się
nawet z tobą kłócić, bo i tak wiem, że szala zwycięstwa jest
zawsze po mojej stronie. - syknęła zmieniając ton głosu na
bardziej poddenerwowany.
-Myślisz, że mnie zastraszysz? Jesteś
żałosna, zraniłaś Kastiela, nigdy przenigdy do ciebie nie wróci.
-To się jeszcze okaże, a teraz
wybacz, mam ważniejsze sprawy od ciebie. - odwróciła się na
pięcie i wyszła trzaskając drzwiami.
-Szmata. - warknęłam pod nosem i
wściekła wróciłam do pokoju.
-Lara wszystko w porządku? -
usłyszałam głos mamy zza drzwi.
-Daj mi spokój! - wrzasnęłam czując,
że zaraz ponownie wybuchnę płaczem. Usłyszałam tylko głośne
westchnienie mamy i oddalające się od drzwi kroki. Zerwałam z
siebie szlafrok podchądząc do komody, otworzyłam szuflady tak, że
prawie wyleciały z zawiasów. Wyjęłam bluzkę i spodenki, nawet
nie do końca widziałam jakie, bo napływające łzy rozmazały mi
widok na świat.
Ubrałam się i usiadłam przy biurku
uruchamiając laptopa. Podłączyłam do niego moje słuchawki i
ustawiłam prawie maksymalną głośność. Aby dać upust targającym
mną przeróżnym emocjom, włączyłam utwór Slipknot – Before I
Forget. Czułam jak schodzi ze mnie cała złość, a łzy przestają
dawać o sobie znać. Nabrałam powietrza w płuca po czym głośno je
wypuściłam, próbując jeszcze bardziej się uspokoić.
Przypomniało mi się, że w mojej 'skrytce' mam jeszcze jednego
papierosa. Chcąc nie chcąc, byłam w takim nastroju, że
postanowiłam po niego sięgnąć. Było już ciemno w dodatku
zgasiłam światło w pokoju. Rodzice mieli pokój po drugiej
stronie, dlatego nie musiałam się martwić, że zobaczą bądź
wyczują dym papierosowy. Otworzyłam okno na oścież i odpaliłam
fajkę. Zaciągałam się dymem, jednocześnie pilnując, by całą
zawartość wydmuchiwać za okno.
Trochę mnie to uspokoiło i
rozluźniło, ale jednak nie do końca. Sytuacja, która miała
miejsce nie była na tyle błaha, żeby tak szybko móc o niej
zapomnieć. Wypsikałam pokój dezodorantem dla większej pewności,
okno zostawiłam otwarte, a sama wpełzłam pod ciepłą kołdrę.
Czy ja nie mogę mieć normalnego życia? Czy wszyscy i wszystko
zawsze musi mi je komplikować? Przez moment z nerwów zrobiło mi
się aż niedobrze. Pomimo moich długich i męczących rozmyślań,
wkrótce nawet nie wiedząc kiedy, zasnęłam.
*
[Debra]
Spacerowałam po ulicach miasta
,wpatrując się w latarnie. Było już ciemno, ale nie przeszkadzało
mi to, wręcz uwielbiam mrok. W dodatku miałam co świętować,
chyba...ba! Napewno udało mi się nastraszyć tę małą siksę.
Teraz tylko czekać, aż sama się wykończy. Może przydałaby się
jeszcze jedna wizyta tak dla upewnienia? Albo nie, niech zna mą
litość. Już za niedługo Kastiel będzie znów mój, tak łatwo go
zmanipulować. Biedny czerwony czerep, w sumie nawet mi go nie żal.
Może kiedyś na początku, coś do niego czułam, ale potem zdałam
sobie sprawę, że jest dla mnie znakomitą okazją by się wybić. W
sumie powinnam mu jakoś za to podziękować, co jak co ale to on
załatwił mi znajomego agenta. Gdyby tak...zaciągnąć go do łóżka?
Tak, to zdecydowanie znakomity pomysł! Jestem genialna [dop.aut.- ta
jasne xD]. Kiedy Lara się o tym dowie na sto procent się załamie i
da nam spokój. Jednak nie mogę się tym razem bawić z Kastielem
tak długo, będę musiała jakoś prędzej to zakończyć. Tym razem
zostawię go...w jakiś bardziej cywilizowany sposób, o ile tak
można określić zostawianie kogoś. Wykręciłam numer do Davida.
Po kilku sygnałach odebrał telefon.
-Halo? - po jego głosie
wywnioskowałam, że chyba go obudziłam.
-Spałeś, masz głos jakbyś wstał z
trumny. - zachichotałam.
-Tak jakby, co jest? Jak sytuacja?
-Dobrze, że pytasz. Właśnie po to
dzwonię.
-Och, a więc?
-Byłam u niej.
-Cholera, aż się boję spytać co
było dalej. Są ranni? - zaśmiał się.
-Nie, za kogo ty mnie masz?
-No dobra zluzuj.
-Powiedziałam jej, że ma się
odczepić od Kastiela i, że to tylko kwestia czasu jak on uświadomi
sobie, że to ja jestem jedyną miłością jego nędznego życia. -
powiedziałam z triumfem w głosie.
-Wow, mocne słowa. Co ona na to?
-Jest dość mocna w gębie, ale po
oczach widziałam, że wymięka.
-Tylko żebyś nie przesadzała
pamiętaj.
-Cholera David. Nie miej mnie za
idiotkę. Po prostu powiedziałam jej, że ma się od niego odwalić.
-Dobra dobra, tylko mówię.
-Ty to się czasami lepiej zastanów co
mówisz.
-Zapamiętam, słuchaj muszę kończyć.
Kastiel zaraz wróci z kibla. - szepnął do słuchawki.
-Hah, możesz mu przekazać
pozdrowienia.
-Luz, w razie co jesteśmy w kontakcie.
-Jak zawsze, na razie.
-Pa. - rozłączył się. Włożyłam
telefon do kieszeni i z radością ruszyłam w kierunku swojego
tymczasowego domu.
*
[Kastiel]
Przynajmniej dzisiaj mogłem wstać z
tego pieprzonego łóżka. Czułem się w nim jak jakiś psychol,
tyle że nie byłem przynajmniej zakuty w kaftan. Pielęgniarki
odłączyły mi cewnik i wreszcie jak człowiek mogłem iść się
odlać. Nigdy więcej szpitali i wypadków. Matka już zabroniła
jeździć mi na tej jak ona to określiła "przeklętej
maszynie", ale ja nie zamierzam odpuszczać sobie takiej
przyjemności. Zrozumieją to tylko osoby, które choć raz w życiu
jechały na motocyklu. Tej wolności i przyjemnego warkotu silnika
nie da się doświadczyć nigdzie indziej. Rozmarzony o jeździe, nie
zauważyłem, że prawie minąłbym moją salę. Może i lepiej by
było, nie mam najmniejszej ochoty wracać do tego cymbała. Właśnie,
czy oni nie powinni przenieść nas już na osobne sale? Przecież
jesteśmy już w o niebo lepszym stanie niż wcześniej. Zważając
też na to, że co chwilę nasze kłótnie przychodzą uspokajać
pielęgniarki, naprawdę powinni nas rozdzielić. To jak na chemii,
kiedy wlejesz wodę do kwasu, wszystko wybuchnie. Przynajmniej tyle
zapamiętałem z tej nudnej szkoły. Tak właściwie biorąc pod
uwagę moją pozycję, wolałbym milion razy bardziej być teraz tam
niż tutaj. Nie przypuszczałbym, że mogę stęsknić się za szkołą
i klasą, a jednak. Chwyciłem niechętnie za klamkę od drzwi i
wszedłem na salę. Mój ''współlokator'' szczerzył się jak durny
do ekranu swojego smartfona.
-I co cię tak cieszy co? - wycedziłem.
-Masz pozdrowienia od swojego koteczka.
-Koteczka?- zmarszczyłem brwi.
-Od Debry.
-Ona nie jest moim koteczkiem. -
skwitowałem kładąc się z powrotem na znienawidzonym już przeze
mnie łóżku.
-Czyżby? Ona twierdzi co innego.
-Bo chyba upadła na głowę, dasz z
tym wreszcie spokój? - nie miałem teraz najmniejszej ochoty na
jakieś głupkowate przekomarzanie się z nim.
-Uspokój się, coś taki nerwowy? A no
tak to przecież ty, zapomniałem.
-Jeśli ci nie pasuje, w każdej chwili
możesz stąd wyjść. Nikomu cię tu brakowało nie będzie.
-wskazałem na drzwi.
-Okazja do wkurzania cię jest lepsza
niż wyjście stąd.
-Dobra, w dupie cię mam. -
powiedziałem zakładając słuchawki na uszy i włączając "Enter
Sandman" [Metallica]
[Rozalia]
Nie mogłam w ogóle zasnąć. Czułam
przez cały dzień coś dziwnego. Coś czego nigdy nie czułam. Jakby
coś miało się stać, coś naprawdę okropnego. Zawsze wiedziałam,
że nie warto lekceważyć takich przeczuć. Tym razem nie było
inaczej. Wyskoczyłam z łóżka jak poparzona i po omacku wyszukałam
komórki gdzieś na biurku. Z telefonem w ręku wpełzłam z powrotem
pod ciepłą kołdrę i zatelefonowałam do Kim.
-Ocipiałaś? Jest 2 w nocy.
-Przepraszam, ale to naprawdę ważne.
-Co może być ważniejsze niż
wyspanie się choć trochę do szkoły?
-Nie marudź, mam przeczucia, złe
przeczucia.
-Znowu? Ty już chyba totalnie powinnaś
dać sobie na luz.
-Nie, własnie nie. Słuchaj, boję
się, że coś złego zdarzyło się Larze.
-A co złego mogło jej się stać?
-Nie wiem, ale na serio coś czuję.
-Przecież jest w domu, tam nic jej nie
grozi.
-Niby tak, jednak chyba zaraz do niej
zadzwonię.
-Roza, nie budź od razu połowy ludzi
których znasz. Uspokój się.
-Nie uspokoję, zapytam się jej
przynajmniej czy wszystko w porządku.
-Jak chcesz, ale pewnie też będzie
zła, że budzisz ją w środku nocy.
-Zła nie zła, ja swoje sprawdzić
muszę.
-Pozdrów ją ode mnie, a teraz jeśli
pozwolisz...
-Dobra idź już idź, śpiąca
królewno. - przewróciłam oczami.
-Tylko nie królewno! - od razu się
rozbudziła.
-Haha, żartowałam przecież. Dobra
nie zatrzymuję cię dłużej. Dobranoc.
-Hah, dobranoc. - rozłączyła się.
Bez zastanowienia wybrałam numer do Larki. Po kilku sygnałach
zazwyczaj odbierała, lecz tym razem tak się nie stało. Dzwoniłam
tak trzy razy i nic. Zaczęłam się naprawdę martwić. Napisałam
do niej chyba z pięć smsów i wysłałam wiadomość na facebooku.
Dalej mocno zdenerwowana czekałam na jakikolwiek znak od dziewczyny.
Po pół godziny siedzenia i oczekiwania, niespodziewanie ogarnęło
mnie niesamowicie silne uczucie zmęczenia.
*
[Następnego dnia w szkole – Lara]
Spóźniłam się na pierwszą lekcję.
Na moje nieszczęście była to lekcja z panią Delanay. Cicho
zapukałam i otworzyłam drzwi do klasy.
-Dzień dobry, przepraszam za
spóźnienie. - wybełkotałam pod nosem.
-Mówiłaś do siebie młoda damo?
-Nie, do pani. - odfuknęłam. Byłam
wręcz masakrycznie niewyspana, makijaż wyszedł mi bardzo
nieudolnie i nawet nie wyprasowałam sobie ubrań. W zasadzie nawet
nie obchodziło mnie to, że jestem dla niej mniej miła i uprzejma
niż zwykle.
-Dobrze, a więc zapraszam cię do
odpowiedzi. - naburmuszona kobieta otworzyła dziennik i zaczęła
coś w nim pisać. Podeszłam tylko do mojej ławki by zostawić
rzeczy. Rozalia spojrzała na mnie z przerażeniem i litością
zarazem. Uśmiechnęłam się do niej niemrawo, po czym smętnie
ruszyłam w kierunku tablicy. Pani Delanay cały czas przeszywała
mnie swoim mrożącym krew w żyłach spojrzeniem.
-Proszę rozwiąż to zadanie. - podała
mi podręcznik z chemii. Ze zrezygnowaniem ujęłam kredę w dłoń,
zaś drugą trzymałam książkę. Wpatrywałam się tępo w zadanie,
które było mi dane zrobić. Nie miałam nawet pojęcia jak mam je w
ogóle zacząć. Ręce zaczęły mi się mimowolnie trząść. Cała
klasa wlepiała we mnie wzrok. Po ich współczujących minach
wiedziałam jak bardzo im mnie szkoda. Jedyna Amber siedziała z
uśmiechem na ustach i obserwowała moją porażkę. Odłożyłam
krędę i oddałam kobiecie książkę.
-Nie umiem. - powiedziałam cicho.
-Przychodzisz do mnie na lekcję
spóźniona, w dodatku nieprzygotowana do zajęć. Karygodne! -
zdenerwowała się. Wszyscy aż wzdrygnęli się na donośny dźwięk
jej głosu.
-Proszę pani, Lara ma ostatnio gorsze
dni, niech pani...- Rozalia wstała i próbowała mnie bronić.
-Gorsze dni?! Wyobrażasz sobie jakby
każdy miał tak cały czas gorsze dni?! Toż to byłby kompletny
chaos! - z hukiem zamknęła dziennik, w którym wpisała mi jedynkę
za odpowiedź. -skoro jesteś taka wygadana to może pogawędzisz z
panią dyrektor! - dodała po chwili.
-Z miłą chęcią. - białowłosa
wstała ze swojego miejsca i z triumfem wyminęła nauczycielkę
kierując się do gabinetu dyrektorki.
-Co się tak patrzycie? Zapisywać
temat.
-A-ale pani nawet nie podała jaki jest
temat... - skwitowała przerażona Viola.
-A podręcznik panienka otworzyć
potrafi?
-T-tak...
-No to co to za głupie pytania! -
kobieta zaczęła bazgrać coś na tablicy, a my staraliśmy się nie
wyprowadzać jej już bardziej z równowagi. Rozglądałam się
nieprzytomnie po klasie. Przez przypadek natknęłam się na wzrok
Lysandra. Nie odwróciłam jednak wzroku, jedyne co zrobiłam to
patrzyłam na niego smutno. W końcu odwróciłam głowę w kierunku
okna i spędziłam resztę lekcji wpatrując się w to, co dzieje się
na zewnątrz.
niedziela, 5 czerwca 2016
Ogłoszenia parafialne!
Na początku chciałam przeprosić za długą nieobecność, bo chyba zaraz strzelą trzy tygodnie. Już tłumaczę. Otóż walczę jak mogę o oceny w szkole i jest to po prostu jakaś teksańska masakra piłą mechaniczną XD Dlatego nie mam kompletnie czasu, by pisać rozdział. W ciągu kilku najbliższych dni postaram się go napisać i wstawić, by nie trzymać Was dłużej w niepewności! Dziękuję też za grubo ponad 30 tysięcy odsłon! Za wszystkie komentarze motywujące mnie do działania także :D Mam nadzieję, że u Was moje czytelniczki wszystko w porządku, piszcie co tam słychać!
Drugą ważną sprawą będzie zmiana tytułu bloga. Tytuł teraz jest jaki jest, ponieważ zwyczajnie nie miałam na niego żadnego sensownego pomysłu. Szczerze mówiąc dalej nie mam haha xD Dlatego możecie podawać swoje propozycje w komentarzach!
Drugą ważną sprawą będzie zmiana tytułu bloga. Tytuł teraz jest jaki jest, ponieważ zwyczajnie nie miałam na niego żadnego sensownego pomysłu. Szczerze mówiąc dalej nie mam haha xD Dlatego możecie podawać swoje propozycje w komentarzach!
wtorek, 17 maja 2016
Rozdział XXX
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Pędem
pobiegłam by je otworzyć. Przed moimi oczyma stał jak
zwykle
uśmiechnięty Jake.
-Hej młoda. - uścisnął mnie na
powitanie.
-Hej. - odpowiedziałam smutno, od razu
zauważył że coś jest na rzeczy.
-Co jest? - wszedł do środka
zdejmując buty oraz skórzaną kurtkę.
-Chodź do pokoju, wszystko ci opowiem.
- zaproponowałam i ruszyliśmy w kierunku mojego pokoju. Zamknęłam
za sobą drzwi i usiadłam zrezygnowana na łóżku.
-A więc? - zaczął chłopak.
-Sprawa jest...poważna.
-Coś nie tak z Kastielem?
-Nie nie, z nim coraz lepiej.
-To o co chodzi? Znowu się
pokłóciliście?
-Na szczęście nie, ale jak tak dalej
pójdzie to...
-Coś ty narobiła Larka hm? - usiadł
bliżej mnie.
-Spotkałam się wczoraj z Lysandrem po
wyjściu ze szpitala od Kasa.
-To ten przyjaciel Kastiela tak?
-Tak, właśnie on. Ogólnie to już
się ciągnie od jakiegoś czasu...no i wczoraj mnie...pocałował.-
schowałam twarz w moich długich włosach.
-Jak to? To wy se sobą kręcicie? -
spojrzał na mnie z niepokojem.
-Nie! Nic z tych rzeczy! Po prostu jest
we mnie nieszczęśliwie zakochany, a z mojej strony to po prostu
zauroczenie.
-Czyli o to chodzi. Mam rozumieć, że
Kastiel nie ma o niczym pojęcia?
-Dokładnie tak.
-Zamierzasz to ukrywać?
-Nie wiem...właśnie o to chodzi, że
nie mam pojęcia co dalej robić Jake.
-Moim zdaniem powinnaś mu powiedzieć.
-Ale nie dość, że to zapewne
zakończy nasz związek to w dodatku zniszczy przyjaźń Lysandra i
Kastiela...-załamałam się.
-Słuchaj, zdaję sobie sprawę ,że to
sytuacja beznadziejna, ale postaw się na miejscu swojego chłopaka.
Ja na przykład nie chciałbym, aby moja dziewczyna zataiła przede
mną taki fakt.
-Masz rację, ale ja tak bardzo się
boję. - położyłam mu głowę na ramieniu i poczułam napływające
do oczu łzy.
-Wiem, że się boisz bo kto normalny
by się nie bał, ale uwierz. Jeśli nie powiesz to może być
jeszcze gorzej.- pogładził mnie po głowie. - Mówiłaś mamie? -
dodał po chwili.
-No coś ty, afera by była.
-Prawda, lepiej niech to zostanie
między nami.
-Co zostanie między wami? - nagle do
pokoju wpadła mama. Obydwoje z bratem spojrzeliśmy na siebie z
paniką.
-Nic nic! Takie tam tylko sprawy brata
i siostry!- poklepał mnie po plecach śmiejąc się. - co nie Larka?
-Tak! Haha.- udałam śmiech.
-W takim razie zapraszam, obiad już na
stole. - poszliśmy za mamą do kuchni. Zajęliśmy miejsca przy
stole . W ciszy zaczęliśmy jeść i nic nie wskazywało na to, że
któreś z nas się w końcu odezwie.
-Co tam u ciebie Jake? - przerwał
ciszę ojciec.
-Raz z górki raz pod górkę. Jak to w
życiu.
-Aj jak twój mały biznes? - wtrąciła
mama.
-To jeszcze nic wielkiego, ale rozkręca
się. -powiedział biorąc kęs surówki.
-To wspaniale. -ucieszyła się
rodzicielka. Reszta rozmowy polegała na wypytywaniu się mojego
brata o wszystkie możliwe rzeczy. Po skończonym posiłku obydwoje
podziękowaliśmy za obiad, a Jake zadeklarował się, że pozmywa
naczynia. Mama oczywiście nie pozwoliła mu na to i wygoniła naszą
dwójkę z powrotem do pokoju. Gdy już znaleźliśmy się w moim
'azylu' powróciliśmy do wcześniejszej rozmowy.
-Czyli uważasz, że mam mu powiedzieć?
-Tak, najlepiej jak najszybciej. Im
dłużej będziesz zwlekała tym będzie gorzej.
-Ale ja tak bardzo nie chcę go
ranić...
-Lara, do cholery – spoważniał
chłopak – jeśli nie teraz to kiedy? Jesteś już prawie dorosłą
kobietą i moją siostrą, a chociażby ze względu na to drugie
musisz postąpić mądrze.
-Dobrze, zrobię jak mówisz.
-No i to jest dobra postawa. Zuch
dziewczyna.
-Jutro do niego pójdę i wszystko mu
wyjaśnię.
-Miejmy nadzieję, że się ułoży
Lara. To co powiem nie będzie pocieszające, ale zdajesz sobie
sprawę, że na samym początku może być wściekły jak nigdy. Z
czasem mu przejdzie, przecież widzę jak bardzo wam na sobie zależy.
-Nie wiem czy to wytrzymam. Boję się.
Pamiętam jak zareagował na wieść o swojej młodszej siostrze.
-Kastiel ma trudny charakter, ale nawet
on nie może wiecznie być na kogoś zły, tym bardziej, że
jesteście razem.
-Trudny to mało powiedziane. Tak
cholernie chciałabym cofnąć się w czasie.
-Niestety, musisz stawić temu czoła.
- położył mi dłoń na ramieniu.
-Wiem...słuchaj, czy mogłabym zostać
teraz sama?
-Pewnie, przecież jesteś u siebie.
-Dzięki. - położyłam się na łóżku
zakrywając lekko kołdrą.
-Jeszcze trochę zostanę, jakby co to
jestem w salonie.
-Dobrze, dzięki Jake. - lekko uniosłam
kąciki ust ku górze. Chłopak opuścił pomieszczenie zamykając za
sobą drzwi. Westchnęłam głośno i skierowałam wzrok w kierunku
okna. Automatycznie przypomniało mi się, jak Kastiel kiedyś przez
nie wchodził. Aby odeprzeć od siebie to wspomnienie skupiłam wzrok
na czymś innym. Tym razem był to mój laptop.Pamiętam jak kiedyś
razem graliśmy, wściekłam się bo Kas mnie ograł. Po dłuższej
chwili rozglądania się po pokoju, doszłam do wniosku, że wszystko
mi się z nim kojarzy. Na cokolwiek bym nie spojrzała, wywoływało
to we mnie chęć wybuchnięcia płaczem. Dlaczego jestem czasem taka
głupia?
[Kastiel]
Ciemność. Rozglądałem się wokół ,ale moje oczy nie mogły przyzwyczaić się do panującego wszędzie
mroku. W oddali dostrzegłem małą stróżkę światła. Stawała
się ona coraz większa i większa. Zacząłem podążać w jej
kierunku. Wyszedłem z ciemnego pomieszczenia i ujrzałem Larę.
-Lara? - niepewnie zacząłem zbliżać
się w jej kierunku. Dziewczyna wydawała się jakby nieobecna.
Kompletnie nie zwróciła na mnie uwagi. Nagle zaczęła się oddalać
ze wzrokiem wlepionym w ziemię.
-Gdzie ty idziesz? - zapytałem. Nic
nie odpowiedziała. Odchodziła ode mnie coraz szybciej. Pobiegłem
za nią. -Hej! - krzyknąłem łapiąc ją za rękę i odwracając do
siebie. Gdy stanęła ze mną twarzą w twarz byłem przerażony.
Była cała poobijana i zapłakana. Oczy czerwone od płaczu patrzyły
na mnie smutno. Uniosłem wyżej jej rękę, była tak delikatna.
Ujrzałem na niej świeże blizny, jeszcze lekko podchodzące krwią.
-Czy ty się cięłaś? - uniosłem jej
podbródek.
-...
-Lara! - chwyciłem ją mocniej. -
Odpowiedz coś do cholery!
-N-nie krzycz...na mnie...- jej oczy
znowu zaszły łzami, tym razem widziałem w nich przerażenie.
-Nie chciałem, przepraszam. -
przytuliłem ją do siebie. Jej ciało było jakby bezwładne. Nawet
nie odwzajemniła uścisku.
-Ale będziesz krzyczał.- szepnęła.
-Co?
-Wiem, że będziesz na mnie krzyczał.
-Dlaczego mam na ciebie krzyczeć? -
byłem kompletnie zdezorientowany.
-Przepraszam. - odepchnęła mnie i
zaczęła biec w inną stronę ile sił w nogach.
-Lara zaczekaj! Lara! - moje krzyki nic
nie pomogły. Chciałem za nią biec ale jakaś tajemnicza siła nie
pozwalała mi na to. Była już zbyt daleko, nie byłbym w stanie jej
dogonić.
****
-Zamkniesz ty się wreszcie? -
usłyszałem głos Davida.
-Co? Co się dzieje?
-Darłeś się przez sen.
-Jak..co?!
-No tak, "Lara zaczekaj! Lara!".
Mniej więcej. -prychnął.
-Kurwa.
-Jakbym był laską też bym od ciebie
uciekał. - zaśmiał się bezczelnie.
-Przymknij się frajerze.
-Lepiej mi podziękuj ,że cie
obudziłem.
-Jeszcze czego.
-Widzę, że laska dręczy cię nawet
we śnie.
-Wcale nie dręczy, to moja dziewczyna.
-Dalej nie rozumiem jak możesz
wytrzymywać z jedną.
-Dalej nie rozumiem jak możesz
zabawiać się w alfonsa.
-Też byś mógł.
-Zamknij się.
-Ty się zamknij.
-Bo wstanę zaraz do ciebie.
-Ooo stary, jeszcze nie zapomniałem
jak się bić.
-Tak? To dawaj.
-Jesteś taki mądry to poodłączaj
się od aparatury no dawaj.
-Żebyś zaraz nie zobaczył prostej
kreski na swoim monitorze idioto.
-To groźba?
-Tak. - zakryłem się kołdrą i
włożyłem słuchawki w uszy ,żeby nie słuchać dłużej ględzenia
Davida.
[Lysander]
Czułem się niebywale źle z tym
wszystkim co się wydarzyło. Nie powinienem był tego robić ani
Larze, ani Kastielowi. Co mi odbiło? Przecież nigdy się tak nie
zachowywałem, a nawet jeśli miałem zamiar, zawsze doskonale
maskowałem swoje uczucia do innych. Gdyby nie tamta sytuacja w lesie
to być może nic nie skłoniłoby mnie to podjęcia kolejnych
działań. Powinienem przyznać się do wszystkiego mojemu
przyjacielowi, by ratować chociaż jego związek. Nie wybaczyłbym
sobie tego gdyby Kastiel przeze mnie cierpiał i stracił Larę. W
przypływie tych wszystkich dręczących mnie przemyśleń, chwyciłem
mój notatnik. Stanąłem przy oknie. Pogoda na zewnątrz była
pochmurna i deszczowa. Spoglądałem jak krople deszczu na szybie
łączą się w coraz większe strużki wody i suną w dół po
szkle. Podwórze spowijała coraz większa ciemność poprzez
nadchodzące chmury i późną już porę dnia. (dop.aut. - jakże
poetycko XD)
Otworzyłem mój notatnik na stronie,
na której znajdowała się niedokończona przeze mnie piosenka.
So
much as come before those battles lost and won
This life is shining more forever in the sun
Now let us check our heads
And let us check the surf
Staying high and dry's
More trouble than it's worth
In the sun (...)
This life is shining more forever in the sun
Now let us check our heads
And let us check the surf
Staying high and dry's
More trouble than it's worth
In the sun (...)
[Debra]
Jak
on mógł mnie tak potraktować? Pieprzony egoista. Cóż, za
niedługo i tak owinę go sobie wokół palca, nie zauważy nawet
kiedy wpadnie w moje sidła. Wykorzystam go, a potem...potem znowu
zniknę tak jak kiedyś. Dobrze, że mam jeszcze kontakt z Davidem.
Pod tyloma względami jest lepszy niż Kastiel, ale i tak nie
mogłabym pozostać z nim na zbyt długo. Monotonia w związku, nie
ma nic gorszego. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, Kassi będzie mój.
Jest tylko jeden problem. Ta jego głupia cizia. Muszę się jej
jakoś skutecznie pozbyć. Nie pozwolę by ktoś stanął mi na
drodze. Muszę to wszystko obgadać z Davidem. Wykonałam szybki
telefon do chłopaka.
-Halo?
-Siema,
słuchaj mam sprawę.
-Ohoho,
jaką?
-Nie
zachowuj się jak ostatni przygłup, Kastiel jest przecież z tobą
na sali. Domyśli się w końcu z kim rozmawiasz.
-Daj
spokój, zasnął. Słyszę jak chrapie.
-Nie
interesuje mnie to, że chrapie. Wolę dmuchać na zimne.
-A
więc? - powiedział już trochę ciszej.
-Zdobądź
dla mnie jak najwięcej informacji o tej całej dziuni Kastiela.
-Jakieś
specjalnie życzenia co do tego?
-Najlepiej
dowiedz się gdzie mieszka.
-Po
co ci aż takie informacje?
-Jak
to po co? Myślisz ty czasami chłopie?
-Dobra
lasia, nie bulwersuj się tak. - zaśmiał się.
-Potrzebuję
jej adresu, ponieważ chcę jej złożyć małe odwiedziny.
-Oszalałaś?
Chcesz do niej iść?
-Tak,
a co?
-Wiesz
co będzie jak Kastiel się dowie? Ona na pewno mu wszystko wygada.
-Nie
bój tyłka David, zadbam o to aby nie pisnęła absolutnie nikomu
słówka o naszym spotkaniu.
-Pewna
siebie jak zawsze. Dobra, wezmę jego telefon z szafki i go
przeszukam.
-Dobry
pomysł. Jak będziesz już miał wystarczająco dużo informacji,
wyślij mi je.
-Spoko
– rozłączył się.
-No
i tak się załatwia interesy. - powiedziałam do siebie i
uśmiechnęłam się triumfalnie. Czas zabrać się do roboty.
wtorek, 10 maja 2016
Mała rekompensata :D
Jako, że ostatnio mam mniej czasu na pisanie, stworzyłam coś dla Was w zamian za długie oczekiwanie na rozdział :D Postępy rozdziału są mianowicie takie, że jest on w telefonie w notatkach jak na ten moment i powiedzmy są już tak z dwie strony "worda" xD Także na pewno w ciągu kilku najbliższych dni rozdział się pojawi. A teraz życzę Wam miłego oglądania misiaki!
niedziela, 24 kwietnia 2016
Rozdział XXIX
[Kastiel]
W drzwiach stała średniego wzrostu
szatynka w porwanych spodniach i wyuzdanej bluzce. Na jednym z jej
ramion widniał tatuaż przedstawiający kilka motyli. Od razu ją
rozpoznałem. To Debra, moja była. Gdyby nie impreza, która była
jakiś czas temu u Lary, nie dowiedziałbym się jaka z niej podła
suka. O wszystko obwiniałem zawsze Nataniela. Przez nią przeszedłem
nie małe załamanie nerwowe, obierając sobie do tego pana
gospodarza za wroga. Co ją do mnie sprowadza? W ogóle jakim cudem
dowiedziała się o moim wypadku? Wypruję flaki osobie, która
udzieliła jej tej informacji. Dziewczyna wolnym krokiem podchodziła
do łóżka, na którym leżałem.
-Cześć. - wypaliła w końcu. Jej
słodki, melodyjny głos, dawniej wprowadzał mnie w błogostan.
Teraz wiem jak dobrze potrafi udawać niewinną, skrzywdzoną przez
los dziewczynkę.
-Możemy porozmawiać? - dodała po
chwili.
-Po co tu przyszłaś? - powiedziałem
chłodno, próbując jednocześnie zabić ją wzrokiem.
-Chciałam cię zobaczyć. - usiadła
obok mnie na łóżku.
-Już się napatrzyłaś? Jak tak to
tam są drzwi. - wskazałem na wyjście.
-Przyszłam cię też...przeprosić.
Wiesz, nigdy nie przestałam o tobie myśleć.
-A ja o tobie przestałem już dawno.
Tak się składa, że zatruwałaś mój umysł.
-J-jak to? - zająknęła się.
Wiedziałem, że już zaczyna swoją gierkę.
-Myślisz, że kolejny raz się na to
nabiorę? Jesteś śmieszna. - pokręciłem głową w geście
niedowierzania.
-Ale Kastiel...ja nadal cię kocham!
-A ja ciebie nie! Myślisz, że
przeprosisz i nagle wszystko będzie jak dawniej? Dziewczyno,
oszukiwałaś mnie, zdradzałaś, skłóciłaś niepotrzebnie z wieloma
osobami, a po twoim odejściu całkiem się załamałem.
-Nie widziałam, że aż tak to
przeżywałeś...- spojrzała na mnie współczująco. Ciekawe ilu
już nabrała na coś takiego?
-Teraz już wiesz, a teraz jeśli
łaska, nie pokazuj mi się już więcej na oczy.
-A-ale...
-Wynoś się! - wrzasnąłem z taką
wściekłością, że jedna z elektrod o mały włos nie odczepiła
się od mojego ciała. Dziewczyna posłała mi jeszcze pełne żalu
spojrzenie i wyszła z pomieszczenia.
-Kurwa.- przekląłem, jednocześnie
głośno wypuszczając powietrze z ust.
-Widzę, że wracasz na stare śmieci
kolego. - zarechotał David.
-Chyba w twoich snach. Nie mam pojęcia
co ona tu robiła. - byłem wściekły, gdyby nie te wszystkie kable
przysięgam, że bym go chyba zabił.
-Debra to niezła dupa, powinieneś się
nad tym dłużej zastanowić.
-Tak ci się podoba? To bierz ją.
Obydwoje jesteście siebie warci. - zacisnąłem pięści.
-Z chęcią się za nią zabiorę, ale
znasz mnie, długo przy jednej nie wytrzymam. - zaśmiał się.
-Tak. - odparłem chłodno po czym
wziąłem w dłoń telefon. Napisałem sms'a do Lary. Po tym
wszystkim co się ostatnio wydarzyło, mam wrażenie, że zbliżyliśmy
się do siebie. W końcu czuję, że ktoś na prawdę mnie kocha.
Hmm, wypadałoby też pomyśleć o Lysandrze. Ostatnio większość
czasu spędzam z Larą, może powinienem pomóc mu kogoś ''wyhaczyć''?
Musi czuć się samotny odkąd Rozalia dała mu kiedyś kosza. Dziwię
się, że nie znienawidził za to wszystko swojego brata. No ale w
końcu Leigh nie miał żadnego wpływu na to, że wybrała akurat
jego. Nagle otrzymałem sms'a. Byłem pewien, że to od Lary, ale
jednak był od numeru który nie był zapisany w moim telefonie.
"Kocham Cię". Coś mi
mówiło, że autorem...a raczej autorką tego sms'a jest nie kto
inny jak Debra. Tu nasuwa się kolejne pytanie. Skąd ona do cholery
ma mój numer telefonu?
-David?
-Czego?
-Kontaktowałeś się ostatnio z Debrą?
-Czemu pytasz?
-Bo najpierw dziwnym trafem dowiedziała
się, że jestem w szpitalu,a teraz najprawdopodobniej dostałem od
niej sms'a.
-Może się kontaktowałem, może nie.
- zaśmiał się bezczelnie pod nosem.
-Gadaj. - lekko podniosłem ton głosu.
-Dobra już, wyluzuj.
-Więc? - spojrzałem na chłopaka
pytająco.
-Tak, dzwoniła do mnie. Pytała o
ciebie, gdzie jesteś, co robisz.
-Tak nagle jej się przypomniało? -
zdziwiłem się.
-Nie wiem, ale skoro tu przyszła to
chyba na prawdę jej zależy.
-Chyba na kolejnym zranieniu mnie.
-Nie moja sprawa. Zamiast się
zakochiwać, mógłbyś korzystać.
-Co masz na myśli.
-Kas, możesz mieć każdą laskę.
Serio, chcesz się trzymać tej swojej cizi?
-Nie mów tak na nią. Wyobraź sobie,
że chcę. Zamknąłbyś w końcu tę swoją jadaczkę. - zaczynałem
się irytować jego zachowaniem.
-Oj Kastiel, chłopie. Życie sobie
marnujesz.
-I kto to mówi. - odwróciłem się na
drugi bok, by nie musieć patrzeć na jego przebrzydłą gębę i
zamknąłem oczy.
*****
[Lara]
-Cholera, która godzina? - leniwie
przetarłam oczy. Spojrzałam na zegarek. - 7.30?! - wrzasnęłam
zrywając się z łóżka na równe nogi. Nie przebudziłam się
nawet w nocy, a przecież mam w zwyczaju to robić. To wszystko
musiało mnie nieźle wykończyć. Biegałam po pokoju jak oparzona.
Założyłam na siebie pierwsze lepsze, względnie wyglądające
ubrania, które udało mi się wyszperać z szafy. Rozczesałam
zmierzwione włosy. Szybko umyłam zęby i nałożyłam trochę
podkładu na twarz. Dwa pociągnięcia maskarą i byłam gotowa do
szaleńczego biegu do szkoły. Cholera! Zapomniałam się spakować.
Wzięłam najbardziej potrzebne mi dzisiaj zeszyty i zamykając dom
pobiegłam w stronę szkoły. Co chwilę zerkałam na wyświetlacz
telefonu, by kontrolować godzinę.
Po jakiś 15 minutach dotarłam pod
szkołę, było już pięć minut po dzwonku. Całe szczęście, że
mieliśmy teraz lekcję z panem Farazowskim, on nie powinien
zdenerwować się za moje spóźnienie.
Migiem biegłam pod salę i oczywiście
na moje nieszczęście na kogoś wpadłam.
-Przepraszam, niezdara ze mnie. -
szybko się pozbierałam i już miałam ruszać ponownie, nie patrząc
nawet na kogo wpadłam. Jednak poczułam uścisk na nadgarstku.
-Zaczekaj. - usłyszałam głos
białowłosego.
-Co ty tu robisz?
-To samo co ty.
-Chodźmy bo już jesteśmy spóźnieni.
- cholera co ja w ogóle wyprawiam! Zachowuję się tak jakby nic się
nie stało. Moja twarz paliła, była cała czerwona, czułam to.
-Nie, porozmawiajmy. - upierał się
chłopak.
-L-Lys nie wiem czy to jest dobry
pomysł...- próbowałam uniknąć jego przenikliwego wzroku.
-Przepraszam.
-Słucham?
-Za tamten pocałunek. Nie powinienem.
Wybaczysz mi?
-Ja...ja...
-Dzieci a co wy tu robicie, już jest
dawno po dzwonku! - oburzyła się dyrektorka, która niespodziewanie
przechodziła korytarzem.
-Właśnie szliśmy na lekcję proszę
pani. - kolorowooki próbował załagodzić sytuację.
-Już was tu nie ma. - poszła w swoją
stronę. Odetchnęliśmy z ulgą. Bez zbędnego już rozmawiania, w
ciszy udaliśmy się na lekcję. Zapukaliśmy do sali i weszliśmy.
Cała klasa była nieźle zdziwiona, że weszliśmy we dwoje. Rozalia
spojrzała na mnie z paniką w oczach. Spojrzałam na nią i
przewróciłam tylko oczami, żeby nie pomyślała sobie czegoś
dziwnego. Przeprosiliśmy za spóźnienie i obydwoje zajęliśmy
swoje miejsca. Usiadłam jak zwykle obok Rozy.
-No już myślałam, że coś...no
wiesz. - szepnęła dziewczyna.
-Co ty zwariowałaś. - popukałam się
w czoło.
-Nie moja wina, że wyglądało to
podejrzanie. - zmartwiła się.
-Zaspałam, biegnąc do klasy wpadłam
na Lysandra.
-Dziwne, Lys nigdy się nie spóźnił.
- zamyśliła się.
-Ja tam nie wiem. - spuściłam wzrok i
zaczęłam nerwowo bawić się długopisem.
-Nie możesz się tak denerwować
Larka. Coś ci mówił?
-Przeprosił.
-Za?
-Za wczorajszy pocałunek.
-Rozumiem...wiesz myślę że jemu też
z tym wszystkim ciężko.
-Ciężko nie ciężko, dobrze
wiedział, że zrobi się z tego problem.
-Jakoś przez to przejdziemy. Razem.
Dobra? - uśmiechnęła się pocieszająco.
-W porządku. - delikatnie
odwzajemniłam uśmiech i starałam się skupić na lekcji.
*****
Zajęcia minęły dosyć szybko, lecz
cały dzień myślałam o tym co stało się wczoraj. W szkole
omijałam Lysandra jak ognia. Po ostatniej lekcji na tyle szybko
zniknęłam mu z pola widzenia, że chyba już nie zdąży mnie
dogonić. Postanowiłam nie wracać jeszcze do domu, tylko od razu
pójść do Kastiela. Mam ochotę o wszystkim mu powiedzieć, nie
chcę go okłamywać...ale nie chcę go też zranić. Tak czy siak
już go ranię okłamując go. Nie wiem ile jeszcze czasu tak
wytrzymam. Mam już dosyć, a to dopiero pierwszy dzień. Tak
rozmyślając, nie wiedząc kiedy znalazłam się tuż obok budynku
szpitala. Przemierzałam długie korytarze i schody, aż w końcu
znalazłam się na odpowiednim piętrze i oddziale. Lekko uchyliłam
drzwi od sali na której leżał czerwonowłosy. Spostrzegłam, że
nie śpi i uśmiechnął się na mój widok. Podeszłam do jego
łóżka.
-Hej skarbie, jak się czujesz? -
pocałowałam chłopaka w policzek.
-Teraz wspaniale. - zaśmiał się. -
Co mi dzisiaj tak słodzisz?
-A..to nic. Po prostu..z miłości. -
zmieszałam się.
-Ty chyba nigdy nie przestaniesz się
mnie wstydzić. - zaśmiał się.
-Wcale się nie wstydzę! -
zaprotestowałam.
-Jak ty żeś się przede mną
rozebrała to ja nie wiem. - uśmiechnął się buntowniczo.
-Kastiel! To jest...
-Zawstydzające? - powiedział szeptem.
Odwróciłam głowę w inną stronę by na niego nie patrzeć, czułam
jak robię się cała czerwona. - Dobra, już nie będę haha. - miał
wyjątkowo dobry humor.
-Mam nadzieję, głupek. - szturchnęłam
go lekko.
-O jezu! - wydarł się sycząc z bólu.
-Przepraszam, nie chciałam! -
spanikowałam.
-Hahaha! Żartowałem!
-No bardzo zabawne. - udałam focha.
-Też się cieszę, że cię widzę. -
zaśmiał się i chwycił moją dłoń.
-Co?
-Co, co.
-Dlaczego trzymasz moją rękę?
-A nie mogę?
-Możesz, pewnie.
-Nie zgadniesz kto mnie wczoraj
odwiedził.
-Ojciec?
-Nie, to już mnie by nie zdziwiło.
-W takim razie kto?
-Debra. - na te słowa automatycznie
zrobiło mi się słabo, aż silniej ścisnęłam dłoń buntownika.
-Wszystko okej? Zbladłaś. - zauważył
chłopak.
-Nie, nie to nic. Ale jak to,
odwiedziła cię?
-Najprawdopodobniej ten tam- wskazał
na Davida- dał jej na mnie namiary.
-I co od ciebie chciała?
-Przepraszała mnie, zaczęła jakieś
gadki o tym, że mnie kocha.
-I co ty na to? - przełknęłam głośno
ślinę.
-Kazałem jej się natychmiast wynosić.
Jeżeli myśli, że będzie ze mną w ten sposób pogrywać to chyba
oszalała.
-Ciekawe dlaczego przyszła do ciebie
akurat teraz?
-Znam ją, pewnie potrzebowała kasy
albo coś w tym stylu.
-To faktycznie ma tupet.
-Mam nadzieję, że już więcej się
nie odezwie. - zdenerwował się.
-Powinna sobie odpuścić skoro kazałeś
jej spadać.
-To jest Debra, ona łatwo się nie
podda i to jest najgorsze.
-Może jednak da sobie spokój, nie
sądzisz?
-Nie wiem...dobra nie mówmy już o
tym. - westchnął.
-Wiesz, bo ja chciałam ci coś
powiedzieć. - zaczęłam niepewnie.
-Co jest mała? - spojrzał na mnie.
-Bo ja..ten..no...
-Kontrola! - nagle do pomieszczenia
weszła pielęgniarka a tuż za nią lekarz. Ten sam, który operował
Kastiela.
-Przepraszam, ale musi pani wyjść. -
powiedział mężczyzna.
-Dobrze, już. -zaczęłam się
zbierać.
-Zadzwonię do ciebie później. -
odezwał się czerwonowłosy puszczając mi oczko.
-Okej, pa pa. - uśmiechnęłam się i
ulotniłam się z sali. Po chwili wychodziłam już z budynku.
Zarzucając wygodniej torbę na ramię, zaczęłam zmierzać w stronę
domu. Cholera, Debra u niego była. Jeśli ona na prawdę chce go
odzyskać? Boję się. W dodatku powiedział mi o niej, a przecież
mógł ukryć to przede mną. Jest ze mną szczery, nie to co ja
teraz w stosunku do niego. Już miałam do wszystkiego mu się
przyznać, gdyby tylko nie wszedł wtedy ten lekarz...szlag by to.
Nie wiem co mam teraz zrobić. Włożyłam słuchawki w uszy i
zamknęłam się w swoim świecie. Nie trwało to jednak zbyt długo,
piosenkę przerwał telefon. Spojrzałam na wyświetlacz: "Jake"
-Halo?
-Larka,jak dobrze cię słyszeć. -
powiedział jak zwykle radosnym tonem.
-Ciebie też. Coś się stało, że
dzwonisz?
-A czy musiało się coś stać?
-Nie o to mi...
-Po prostu chciałem dzisiaj do ciebie
wpaść. Masz jakieś plany na dziś?
-Już teraz mam. - zaśmiałam się.
-No to git! Będę u ciebie za godzinę.
Może być?
-No pewnie.
-Dobra, to w takim razie do zobaczenia.
-Pa pa. - rozłączyłam się. Może i
dobrze, że przyjdzie. To dobra okazja, by opowiedzieć komuś innemu
o całej sytuacji. Tym bardziej, że to chłopak. Być może doradzi
mi zupełnie coś innego niż dziewczyny. Gdy dotarłam w końcu do
domu, powiadomiłam rodziców o tym, że za niedługo zjawi się
Jake. Niezmirnie się ucieszyli, tak jak z resztą zawsze gdy
przychodził. Poszłam względnie ogarnąć swój pokój. Gdy już
wyglądało to mniej więcej do przyjęcia, usiadłam na łóżku i
bezczynnie wlepiałam wzrok w ścianę. Nie pozostało mi nic innego,
jak tylko zaczekać na brata.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

